Wejdź na www.poranny.pl/usmiech i prześlij zdjęcie do specjalnego dodatku Kuriera Porannego z okazji Dnia Dziecka. Wszystkie zdjęcia ukażą się też w UŚMIECH LOSU - 4 - 16 liter - Hasło do krzyżówki. 🔔 Wyszukiwarka haseł do krzyżówek pozwala na wyszukanie hasła i odpowiedzi do krzyżówek. Wpisz szukane "Definicja" lub pole litery "Hasło w krzyżówce" i kliknij "Szukaj"! Jak co roku, w pierwszy piątek października obchodzimy jego święto. Według licznych badań, dzięki uśmiechaniu się można powiększyć grono znajomych, lepiej rozwijać swoją karierę, a nawet wydłużyć swoje życie! To właśnie uśmiech zdaje się sprawiać, że zaczynamy błyszczeć. Warto więc prawidłowo o niego zadbać. Podstawą uznania reklamacji będzie okoliczność pozwalająca stwierdzić zmniejszenie użyteczności paliwa Proof of the fuel inferior performance shall be required to satisfy the complaint. To na okolicznosc jeszcze jednej propozycji. Dziękuję wszystkim, zwłaszcza za dwie bardzo szybkie odpowiedzi. Pensjonat Usmiech in Wisla, Poland: View Tripadvisor's 9 unbiased reviews, 8 photos, and special offers for Pensjonat Usmiech, #29 out of 75 Wisla B&Bs / inns. Synonyms for usmiech and translation of usmiech to 25 languages. Educalingo cookies are used to personalize ads and get web traffic statistics. We also share information about the use of the site with our social media, advertising and analytics partners. nzVr. 15 czerwiec 2011 (00:00) | Aktualizacja: 7 grudzień 2016 (09:22) | Tworzy biznesy, aby później sprzedawać je bez sentymentu. Stroni od mediów, woli pomagać młodym ludziom w rozwijaniu biznesu. Swego czasu planował lot w kosmos. Mowa oczywiście o Leszku Czarneckim, finansowym guru i stałym bywalcu listy najbogatszych Polaków. Ukończył Akademię Ekonomiczną we Wrocławiu oraz Politechnikę Wrocławską. Na studiach założył pierwszą firmę – Przedsiębiorstwo Hydrotechniki i Inżynierii TAN zajmujące się prowadzeniem robót podwodnych. – Miałem 22 lata, kiedy rozpocząłem swoją działalność. Pamiętam swoje problemy z pogodzeniem posiadania firmy ze studiami. Dużo problemów w prowadzeniu firmy przysparzał mi także mój wiek. Nikt mnie poważnie nie traktował. Z tego powodu zapuściłem wąsy i brodę, żeby wyglądać na starszego niż byłem – mówił w rozmowie z portalem Brak tego typu usług na początku lat 90′, pozwolił przyszłemu inżynierowi zagospodarować niszę. Zarządzał firmą, a jednocześnie, jako miłośnik nurkowania, wykonywał podwodne się kręcił, ale przedsiębiorca uznał, że czas na sprzedaż biznesu. W ten sposób Czarnecki zarobił swój pierwszy milion. Teraz leasing Po sprzedaży swojego pierwszego biznesu przedsiębiorca nie pozostawał długo bez zajęcia. W 1991 r. założył Europejski Fundusz Leasingowy. Inwestor dobrze wyczuł moment i zaproponował rozwiązania niedostępne wówczas w firmach konkurencyjnych. Odszedł między innymi od stereotypu, według którego leasing może dotyczyć tylko samochodów. Europejski Fundusz Leasingowy jako jeden z pierwszych zaproponował klientom leasing sprzętu oraz nieruchomości. Spółka zadebiutowała na GPW, aby wkrótce zdobyć pozycję lidera polskiego rynku leasingowego. Po raz drugi pojawił się podmiot zainteresowany przejęciem „dziecka” Czarneckiego. Kupcem okazał się francuski bank Credit Agricole, który w 2001 roku za spółkę EFL wyłożył rekordową sumę 950 mln zł. Była to kwota zaskakująca zważywszy, że wycena EFL na giełdzie, oscylowała wówczas w okolicach 500 mln zł. Inwestor objął 25 proc. akcji utworzonej wspólnie Credit Agricole spółce. Na przełomie 2002 i 2003 roku zakończył współpracę z francuskim bankiem odsprzedając wszystkie udziały. Taka decyzja kosztowała go zakazem prowadzenia działalności leasingowej do końca 2004 roku. Czas zakupów Kończąc współpracę z Credit Agricole Leszek, Czarnecki kupił notowaną na giełdzie firmę Getin Service Provider. Spółka zajmowała się usługami finansowo-księgowymi przez internet. Przedsiębiorca szybko zmienił profil jej działalności koncentrując się na sektorze detalicznych usług finansowych. Tak rozpoczęła się budowa grupy spółek skupionych w Getin Holding. Na początku 2004 r. na bazie przejętego Górnośląskiego Banku Gospodarczego powstał Getin Bank. W sierpniu 2005 roku do grupy dołączyła spółka Fiolet, zajmująca się pośrednictwem finansowym. Miesiąc później Czarnecki kupił większościowe udziały Open Finance – jednego z liderów doradztwa finansowego. – 10 najciekawszych studenckich pomysłów na biznes – Otwieramy kolekturę lotto – Jak zarabiać na domenach Pod koniec roku 2005 przedsiębiorcy udało się sfinalizować transakcję zakupu Wschodniego Banku Cukrownictwa. Na jego bazie powstał Noble Bank – pierwszy w Polsce bank specjalizujący się wyłącznie w usługach private banking. Chcąc zdobyć pozycję lidera na rynku kredytów samochodowych, Czarnecki kupił należący do General Motors – GMAC Bank Polska. Ostatnim zakupem milionera na polskim rynku było przejęcie w listopadzie 2010 roku Allianz Banku. Poprzez akwizycje przedsiębiorca aktywnie wchodzi na rynki wschodnie. W ten sposób do grupy Getin Holding dołączyły ukraiński Prikarpattya Bank (obecnie PlusBank oraz działający na Białorusi Sombelbank. Wzloty i upadki Skytower Równolegle z budową silnej grupy finansowej postawił na branżę deweloperską. Szybko na GPW wprowadził spółkę z tego sektora, LC Corp. Debiut rozczarował inwestorów, podobnie jak szumnie zapowiadana budowa wieżowca Skytower. Na przełomie roku 2005 i 2006 za 17,5 mln euro Czarnecki kupił w centrum Wrocławia Poltegor Centre, w miejscu którego miał stanąć drapacz chmur. Budowa najwyższego budynku w Dolnośląskiem miała kosztowa 2,5 mld zł, ale kryzys finansowy pokrzyżował plany przedsiębiorcy. Główny udziałowiec Getin Holding został zmuszony odłożyć inwestycję. Biznes po prostu Ogrom zajęć i spółek, którymi Czarnecki zarządza, nie przeszkadza w promowaniu przedsiębiorczości wśród młodych. 3 lata temu zainicjował konkurs „Studiuję, pracuję, zarządzam” na najlepszy biznes plan, dzięki któremu młodzi przedsiębiorcy mają szansę pozyskać wsparcie milionera. Po 100 tys. zł na realizację pomysłu pozyskali Mateusz Pycia, autor projektu oraz Paweł Charycki, pomysłodawca zakładu Wulkan. Ku pokrzepieniu serc początkujących przedsiębiorców Leszek Czarnecki napisał ostatnio książkę „Biznes po prostu”, w której zdradza tajniki prowadzenia działalności gospodarczej. – Niestety niewiele instytucji w Polsce sprzyja otwieraniu biznesu. Przepisy podatkowe, księgowe, rachunkowe, ZUS – to wszystko nastręcza sporych trudności. Myślę, że kiedyś było zdecydowanie łatwiej. Żeby podjąć działalność gospodarczą wystarczyło wykazać się inteligencją i dużą odwagą – przyznał przedsiębiorca w rozmowie z portalem Kilka niepowodzeń nie nadszarpnęło zaufania inwestorów do przedsiębiorcy. Gdy tylko zabierze głos posiadacze akcji natychmiast reagują. Rynek czeka co powie guru. Jako że mówi mało i rzadko, głos ten jest jeszcze bardziej wyczekiwany i ważny. Zdaje sobie sprawę, że jego słowa mają nieocenioną moc i wywołują silne emocje, dlatego umiejętnie nimi zarządza. Nie przeszkadzać W roku 1998 The Wall Street Journal przyznał przedsiębiorcy nagrodę dla jednego z dziesięciu najlepszych menadżerów w Europie Środkowej „The best CEO in Central Europe”. Jako jedyny Polak Czarnecki znalazł się także na liście 25 wschodzących gwiazd europejskiego biznesu dziennika The Financial Times. Przez kryzys finansowy w 2009 roku na chwilę opuścił podium listy najbogatszych Polaków. Jego majątek stopniał wówczas z 6 mld 300 mln do 3 mld 150 mln, ale już rok później ponownie dołączył do ścisłej czołówki milionerów. Z majątkiem 4,3 mld zł w roku 2010 znalazł się na trzecim miejscu listy najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost”. W tym samym roku znalazł się na 721 miejscu rankingu Światowych Miliarderów. Jako źródło sukcesu skromnie wskazuje ludzi mądrzejszych od siebie, którymi się otoczył i po prostu nie przeszkadzał. Złote myśli Leszka Czarneckiego„Dużo trudniej jest utrzymać pierwszy milion, niż go zarobić” „ Najważniejsze w biznesie jest utrzymanie przez wiele lat intensywnego tempa wzrostu i podobnej skali rozwoju spółki” „Młodzi przedsiębiorcy robią dokładnie te same błędy co dorośli przedsiębiorcy. Przeszacowanie kosztów, niedoszacowanie popytu, złe inwestycje” >>> Przeczytaj inne historie polskich przedsiębiorców Grzegorz Marynowicz Foto PAP: Grzegorz Hawałej Life is a tragic folly Let us laugh and be jolly Away with melancholy Bring me a branch of holly Life is a tragic folly A. Symons. (motto z Joseph Conrad: Twix Land and Sea) Z końcem września 1888 roku do Port-Louis na wyspie Mauritius (Ocean Indyjski) przypłynął z Sydney, trasą przez Cieśninę Torresa, z ładunkiem nawozów sztucznych, mydła i łoju bark Otago. Armatorem żaglowca była firma Black Diamond Line a właścicielami firmy i żaglowca, Henry Simpson & Sons. Otago był jedynym żaglowcem tej firmy a czarterowało go w rejsie na Mauritius inne przedsiębiorstwo, którego dyrektorem urzędującym w Port-Louis był Paul Langlois. Jednostką dowodził trzydziestoletni kapitan Konrad Konkorzentowski, jak donosiła australijska gazeta The Sydney Morning Herald zniekształcając nazwisko Konrada Korzeniowskiego (z kolei Lloyd’s Register w dokumentach na rok 1888 podał nazwisko kapitana Otago jako Korneowski). W oczekiwaniu na korzystny fracht na rejs powrotny do Australii, ale również z braku mat jutowych do wyłożenia ładowni żaglowca (spłonął magazyn z matami) przed umieszczeniem w nim cukru (tak pisze Z. Najder, choć być może powodem był brak trzykorcowych worków jutowych do pakowania cukru?), młody kapitan – wytworny gentleman, z doskonałą znajomością języka francuskiego („capital chap, though queer to look at”, jak powie o nim poznany kilka lat później na Torrensie John Galsworthy), szybko nawiązał bliższe kontakty z miejscowym high society – potomkami dawnych kolonistów francuskich, mówiących wykwintną, archaiczną francuszczyzną epoki przedrewolucyjnej. Korzeniowski nie ograniczał się tylko do kurtuazyjnych wizyt. Poznany wcześniej kapitan francuskiej marynarki handlowej Gabriel Renouf wprowadził go do domu swojej siostry, zamężnej z wysokim urzędnikiem kolonii p. Louisem Edwardem Schmidtem. Postój żaglowca przedłużył się do blisko dwóch miesięcy, więc czasu było aż nadto do nawiązania bliższych znajomości. Częste wizyty u Państwa S., podwieczorki na Otago dla całej rodziny, albo przejażdżki powozem w interior do kawiarni ogrodowej – oto co wypełniało czas młodego kapitana. Oprócz zamężnej siostry kpt. Renoufa, były tam jeszcze dwie inne, młodsze siostry. Jedna nich, 26-letnia Eugénie, zawładnęła sercem i uczuciami młodego kapitana z Otago do tego stopnia, że próbował się oświadczyć. Niestety panna była już zaręczona i zawiedziony kapitan szybko opuścił wyspę (z ładunkiem cukru – 500 ton ? – z którego produkcji wyspa słynęła a także, być może, z … ziemniakami ?, ale o tym – dalej). Ślad owej „przygody” zaistniał po latach w twórczości Josepha Conrada, w opowiadaniu portowym („harbour story”) A Smile of Fortune, zamieszczonym w tomie Twixt Land & Sea. Tales (pierwsze wydanie książkowe w 1912 r.): narrator, młody kapitan próbuje nawiązać flirt z panną Alice Jacobus, która mieszka z ojcem, lokalnym handlowcem – przedsiębiorcą przeładunkowym, w domu otoczonym „niebrzydkim starym ogrodem” okolonym murem; jedynym w mieście ogrodem kwiatowym. Być może panna Eugénie Renouf była pierwowzorem Alicji Jacobus: „ponurej, biernej ofiary losu”, ale – jak się okazuje w owym czasie w Port-Louis jedyny ogród różany był przy domu miejscowego przedsiębiorcy przeładunkowego a jego córką była 17-letnia … Alice Shaw. Joseph Conrad po latach wspominając dawne „przygody” – flirt a może nawet romans (a nie zdarzyło mu się to – owo wspominanie!!! – nigdy więcej), na odległej wyspie w archipelagu Maskarenów i budując wokół tych przygód własną fantazję, świat fikcji literackiej, mógł mieć na uwadze również inne, zasłyszane historie. Otóż przez te wszystkie dni oczekiwań Otago i innych żaglowców na ładunek i … worki jutowe (w owej „Perle Oceanu”, z której sączy się na świat dużo słodyczy”, cumowało w okresie kampanii cukrowej, nawet kilkanaście żaglowców, jak podaje wspomniany wcześniej Paul Langlois), ich kapitanowie w godzinach południowych spotykali się u jedynego, od ponad trzydziestu lat, agenta frachtowego na wyspie w Port-Louis – u „Papy Krumpholtza”. Różnym opowieściom, jak to w gronie marynarzy, zapewne końca nie było; wiadomościom nawigacyjnym, plotkom portowym, opiniom o armatorach, o innych portach, wyspach. „Papa Krumpholtz” pamiętający lata pięćdziesiąte na wyspie, niejedną historię słyszał; również z bliższych i dalszych stron. Młody kapitan z Otago mocno wyróżniający się wśród prostych, nieokrzesanych kapitanów swoją aparycją, manierami, ale również dziwnie brzmiącym nazwiskiem nie mógł nie zwrócić uwagi starego agenta frachtowego. A „Papa Krumpholtz” czy nie mógł nie słyszeć przed kilkudziesięciu laty o innym równie młodym kapitanie o podobnie obco brzmiącym nazwisku? Kpt. Adam Piotr Mierosławski, bo o nim to mowa, od początku lat 40-tych żeglował w tych stronach; „odkrył” i objął w posiadanie zapomniane od ponad 200. lat Wyspy Świętego Pawła i Amsterdam; objął w posiadanie pod flagą francuską, pod zarządem wysp burbońskich (Reunion). Mierosławski żeglował między Afryką, Australią i Azją handlując oraz łowiąc ryby, foki i perły; bywał również na leżącej na szlaku jego wypraw, oddalonej zaledwie o 110 mil morskich od Mauritius wyspie Reunion, właściwie w porcie Saint-Denis; spotykał się z miejscowymi kolonistami francuskimi i ich rodzinami. Pewnego razu, pobyt zapewne się przedłużył – czy tylko z powodu oczekiwania na fracht?, młody kapitan nawiązał kontakty towarzyskie. Skutkiem tego wytworzył się romans i w efekcie Mierosławski poślubił córkę bogatego kolonisty pannę Rozalię Cayeux. Niestety żona umarła miesiąc po ślubie; być może zabrała ją epidemia cholery. Mierosławski wrócił na morza i oceany; rejs do Australii zakończył się rozbiciem statku u jej brzegów. Szybko przezwyciężył trudności, nabył kolejny statek (a właściwie zbudował na Mauritius żaglowiec i nazwał go Le Pilote) po czym żeglował do Australii i z powrotem na Mauritius. W drodze powrotnej, w niejasnych do końca okolicznościach zapadł na zdrowiu i zmarł; ciało zwyczajem morskim – oddano morzu. Dziwnie podobnie łączą się romanse młodych kapitanów: Korzeniowskiego na Mauritius i Mierosławskiego na Reunion, z fikcyjnymi przygodami sercowymi młodego kapitana w Uśmiechu Fortuny. Na przestrzeni zaledwie ćwierćwiecza, na archipelagu Maskarenów, na dwóch leżących blisko siebie wyspach Mauritius i Reunion rozegrały się wydarzenia zadziwiająco podobne, które dla młodych, polskich kapitanów, prawie równolatków były niczym uśmiech fortuny, szczęśliwego, ślepego losu; i jak to zwykle bywa, był to uśmiech przelotny, wciągający na chwilę, ale jakże mocno zmieniający losy, poruszający serca, uczucia. Obie wyspy, zarówno Mauritius dla Konrada Korzeniowskiego jak i Reunion dla Adama Piotra Mierosławskiego były tylko uśmiechem bogini Fortuny, czy też uśmiechem szczęścia, jak przetłumaczono ten zwrot w pierwszym polskim wydaniu z 1925 r. “Yes, Mr. Burns, (….) Quite a smile of fortune” – mówi kapitan żaglowca do swojego pierwszego oficera w A Smile of Fortune. Uśmiech Fortuny jawił się I oficerowi z Otago, Mr. Burnsowi, w potrojonym każdym funcie gotówki, zainwestowanym przez kapitana w ziemniaki (17 ton – jako „prywatny” fracht; przebicie ceny sprzedaży w Melbourne było trzykrotne; niezły deal; pragmatyczny, obeznany z interesami wuj Tadeusz Bobrowski byłby dumny ze swego siostrzeńca). Uśmiech Fortuny, tam na wyspie Mauritius, niespełnione uczucia, kazały kapitanowi zrezygnować z upragnionego dowodzenia żaglowcem. Dla Josepha Conrada A Smile of Fortune okazał się sukcesem, swoistym uśmiechem szczęścia; czytelnicy przychylnie przyjęli opowiadanie, zadowolony był również wydawca popularnego miesięcznika ilustrowanego The London Magazine, gdzie „harbour story„ ukazało się w lutym 1911 r. Jeśli opowieści „Papy Krumpholtza” sięgały kilkadziesiąt lat wstecz i padło w nich nazwisko „Mierosławski”, to tym bardziej mogło ono zwrócić uwagę Konrada Korzeniowskiego z Otago i przypomnieć wydarzenia sprzed ćwierćwiecza z dalekiej Polski, Warszawy – wszak jego ojciec Apollon Korzeniowski był mocno zaangażowany w przygotowania do powstania styczniowego, którego jednym z dyktatorów był Ludwik Mierosławski (wśród zarzutów władz carskich wobec Apollona Korzeniowskiego był zarzut uczestnictwa w „komitecie Mierosławskiego”) – starszy brat Adama Piotra, żeglarza i capitaine au long cours. (zs) __________________________________________________ F O T O Wyspa Św. Paweł. Fot. W. Jacobson Wyspa Św. Paweł; wejście do zatoki utworzonej w miejscu po kraterze wulkanicznym. Fot. W. Jacobson Wyspa Amsterdam. Fot. W. Jacobson Wojciech Jacobson na Concordii, w tle Wyspa Św. Paweł. Fot. z arch W. Jacobsona fot. Youtube Takiej wpadki w Kole fortuny nie było od dawna. Publiczność wraz z prowadzącym Rafałem Brzozowskim zaniemówili, gdy uczestniczka gry spytana o to, w jakim mieście znajduje się Koloseum, odpowiedziała, że w... Licheniu. Wielu czytelników w naszych geograficznych quizach zdobywa komplet punktów. Uczestniczka najnowszego odcinka Koła fortuny prawdopodobnie do tej grupy nie kobieta za wskazanie prawidłowej odpowiedzi mogła zgarnąć 500 złotych. Teraz zapewne dałaby więcej, aby nagranie z jej wyczynem nie trafiło do nagranie: "Może i wyglądam jak człowiek, ale to nie znaczy, że jesteśmy sobie równi" Autor: pierluigiabbondanza, isvoc Imię: Nissare Nazwisko: Jeaggerjack Wiek: Kogo to obchodzi? Rasa: Drakonautka Wygląd: Nissare przypomina pannę z wybujałych fantazji każdego faceta. Gdy przypomina człowieka jest wysoką, szczupłą kobietą, której natura wcale nie poskąpiła ani urody, ani walorów. Długie brązowe włosy miewają czerwonawe refleksy. Zawsze nosi skórzany uniform: szeroki pasek na szyi z emblematem, długie rękawice najeżone kolcami, skąpy kostium usiany metalowymi wstawkami, ozdobiony z tyłu długim, ścielącym się po ziemi pasmem skóry. Nieodłącznym elementem stroju są wysokie do połowy ud buty, wyposażone w metalowy, zabójczo wysoki obcas szpilki, na której normalna niewiasta już dawno straciłaby zęby. Jak każda kobieta, Nissare lubi podkreślać urodę wymyślną fryzurą i bardzo mocnym makijażem, spędzającym sen z powiek niejednego kiedy staje się smokiem, rozmiarami dorównuje budynkowi "Uśmiechu Fortuny". Zbita masa mięśni w czystej postaci. Dwie pary skrzydeł i bardzo długi ogon zapewniają jej nienaganną zwrotność. Łeb ma stosunkowo niewielki, wizualnie pomniejszają go jeszcze okazałe rogi oraz grzebienie, z których jeden, czerwony w niebieskie pasy, ciągnie się przez grzbiet, aż po zad. Jarzące się pomarańczem ślepia są dość małe, ale bystre. Charakter: Jest pewna siebie i impulsywna, na domiar złego szczera do bólu. Doskonale zdaje sobie sprawę ze swojej wyższości kulturowej, więc bywa trochę wyniosła. Lubi się popisywać, droczyć, bawić, a drobną konkurencją nie pogardzi. Miewa całkiem spore zapędy feministyczne - "facet be, kobieta cacy" - dlatego za inną przedstawicielką płci pięknej zawsze stanie murem. Nie oznacza to jednak, że stroni od..."męskiego towarzystwa". Do kwestii intymnych podchodzi całkiem otwarcie, chociaż obiekt polowania musi spełniać pewne warunki. Bywa też leniwa, a że owijanie facetów wokół palca idzie jej dość dobrze, często wysługuje się innymi. Umiejętności: Trudno powiedzieć, czy panna Jeaggerjack jest smokiem, który zmienia się w człowieka czy na odwrót. Prócz standardowych umiejętności gada, Nissare nie stroni od wszelkiej maści broni, od białej po powszechną w jej kraju, a nieznaną za granicą broń palną. Ze względu na cały arsenał przypomina trochę zbrojownię na nogach. Dodatkowo posiada rozległą wiedzę technologiczną oraz zna podstawy medycyny. Historia: Pochodzi z państwa na zachodzie, Halldery. Kraj ten jest niedostępny, tajemniczy, a przez to namnożyło się o nim krocie niestworzonych legend. Jego mieszkańcy izolują się na własne życzenie i rzadko nawiązują kontakty z sąsiadami. Nie prowadzą wojen ani w nie nie ingerują. Wynika to z ich mentalności, zakrawającej często na pychę. Czasem jednak Hallderczycy wypuszczają się poza granice ojczyzny, szczególnie, gdy w grę wchodzi odnalezienie jakiegoś artefaktu - stąd wzięło się nazywanie ich Artefaktorami. Wierzą w potęgę historii i nauki, co 160 lat temu pozwoliło im okiełznać potęgę pary wodnej, dziś eksperymentują z eterem. Ci, którym udało się odwiedzić ten zakątek świata, opowiadali o całych miastach zawieszonych w powietrzu. Nissare pochodzi z jednego z takich ośrodków, lecz w świecie, gdzie wszyscy mają świra na punkcie nauki i twardych zasad, trudno pozostać sobą. Rzuciła się w wir pracy, pięła się po szczeblach kariery aż do stanowiska Szóstego Technika wydziału do spraw Balistyki i Rozwoju. Ciekawa posada, prace nad bronią przeplatały się z medycyną. Właśnie podczas badań choroby, która atakowała tylko jeden gatunek, rusałki, jedna z zarażonych uciekła. Nissare miała ją zneutralizować przy pomocy wszelkich dostępnych środków. Zadanie wykonała, ale została wmanewrowana w staż w tawernie w ramach zadośćuczynienia. Zachwycona nie jest, tym bardziej, że musi pracować z konusem, który zlecił zbiegowi jej egzekucję... Stanowisko: Kucharz, strażnik (drżyjta łachudry!)

pomyslna okolicznosc usmiech fortuny