Byłam z chłopakiem 5lat to moja pierwsza miłość tak jak ja go. Chłopak palił marihuane.. Jego mama była narkomanką i alkoholiczką ale chodziła i chodzi na terapię on też zaczął. Ostatnie pół roku mieszkaliśmy razem. Wczoraj zerwał a ja nie mogę tego do siebie przyjąć. Uciekał przede mną a ja go g
Wiedźmin, w zamian za wolność Yennefer, oddał duszę Królowi Dzikiego Gonu. Potem przez pewien czas podróżowała z Letho i jego towarzyszami po prowincjach Nilfgaardu, gdzie została pojmana wraz z wiedźminami przez nilfgaardzkie tajne służby. Najpewniej pod wpływem uroku wydała plany Loży oraz jej członkinie Emhyrowi.
Były trzeci tenisista rankingu ATP, David Nalbandian, został oskarżony przez swoją byłą partnerkę o nękanie i odbieranie jej prywatności. Kobieta — młoda modelka z Rosario — znalazła kamerę zainstalowaną w mieszkaniu, które dzielili, gdy spotykali się od lutego do września tego roku. wczoraj, 07:21. David Nalbandian (Foto
Piosenka "Tańczmy do rana" to jej pierwszy utwór po rozstaniu z grupą Top Girls. Wcześniej Ponad 300 tys. odsłon ma już debiutancki teledysk Justyny Lubas.
Jessica Ziółek, jak sama mówi, długo zbierała się po rozstaniu z piłkarzem. W końcu jednak postanowiła zmienić swoje życie i wyjechała do Warszawy. Podjęła pracę jako menadżerka PR jednej ze śląskich marek. "Pół roku było tragicznie. Wzięłam na siebie za duży ciężar.
Martyna Wojciechowska i Przemek Kossakowski poznali się w 2018 roku w studio „Dzień Dobry TVN”, gdzie każde z nich realizowało swój program. Po pierwszym spotkaniu nie mieli ze sobą kontaktu przez pół roku. Przemek zostawił jednak podróżniczce swój numer telefonu.
eTB46Zk. Po siedmiu latach związku w tych prawie dwóch latach małżeństwa wypowadziłam się od męża. Czułam, że między nami coś się zmieniło. Nie spędzaliśmy razem czasu, nie rozmawialiśmy, bardzo się od siebie oddaliśmy. Po rozstaniu nas obojga spotkało dużo ciężkich w życiu chwil, związanych z rozstaniem, ale również z innymi obszarami około pół roku po rozstaniu ponownie zaczęliśmy się spotykać. Wtedy zaczęłam się modlić o to żeby nigdy nie żałować decyzje o powrocie, że chce być w końcu szczęśliwa. Na dzień dziejszy to mąż odszedł ode mnie jakieś dwa tygodnie przed zakończeniem nowenny. Mój świat ponownie się zawalił. Odmówiłam modlitwę sumiennie do końca i jedyne co mi pozostało to wiara, że to się stało po coś i nasze drogi zejdą się ponownie po raz ostatni na zawsze. StartListy od CzytelnikówPaulina: Powrót po rozstaniu
O ile nie wybraliśmy życia w całkowitej samotności, w życiu zdecydowanej większości z nas przychodzi czasami moment w którym musimy, chcemy lub powinniśmy zakończyć jakąś relację. Może to być związek, przyjaźń, relacja zawodowa, relacja z kimś z rodziny. Rozstania są trudne i bolesne dla wielu ludzi, a mogą być jeszcze trudniejsze dla osób cierpiących z powodu borderline lub dysregulacji emocji. Jak się za to zabrać i po czym rozpoznać, że rozstanie jest dobrym pomysłem? Jak się przygotować na sam proces wychodzenia z relacji? Ten artykuł może być przydatny zarówno dla osób które nie potrafią kończyć związków, jak i tych które robią to nadmiernie i szybko. Z pomocą przychodzi oczywiście DBT, które dostarcza nam wskazówek również i w takich sytuacjach. KROK PIERWSZY – CZY JESTEŚ W STANIE MĄDREGO UMYSŁU? Decyzji o zakończeniu relacji NIGDY nie podejmuj pod wpływem impulsu lub silnych emocji! Nasze emocje mogą nam podpowiadać interpretacje zachowań drugiej osoby które nie są prawdziwe lub znacząco ograniczać, a nawet uniemożliwiać widzenie całości sytuacji i szerszej perspektywy. Pamiętaj, że nawet w najlepszych związkach zdarzają się momenty kryzysu lub zmęczenia, w których mogą pojawić się myśli o rozstaniu. Jeżeli czujesz że jesteś w silnych emocjach podejmując decyzję o zerwaniu relacji, ZATRZYMAJ SIĘ. Bycie w stanie emocjonalnego umysłu może zachęcać nas do radykalnych rozwiązań, dlatego pozostaw ostateczne rozwiązania do momentu znalezienia się w MĄDRYM UMYŚLE. Czym on jest, jak do niego dotrzeć i jak z niego korzystać, pisaliśmy tu: KROK DRUGI – CZY MOJA RELACJA JEST DESTRUKCYJNA, CZY KOLIDUJĄCA Z JAKOŚCIĄ ŻYCIA? To rozróżnienie może nam pomóc w zorientowaniu się, czy zakończenie znajomości na obecnym etapie jest dobrym wyjściem. Pamiętaj jednak, że aby wykonać ten krok, nie możesz być w silnych emocjach 😉 jeżeli nadal jesteś, wróć do punktu pierwszego. Emocje mogą uniemożliwić Ci skorzystanie z tego rozróżnienia i podpowiadać argumenty na niekorzyść drugiej strony. Relacja destrukcyjna niszczy nasze poczucie własnej wartości i poczucie sprawczości, zagraża naszemu bezpieczeństwu fizycznemu lub psychicznemu, uniemożliwia osiąganie ważnych dla nas celów, występuje w niej przemoc fizyczna lub emocjonalna, izoluje nas od spraw, ludzi i aktywności które dają nam poczucie szczęścia. Relacja kolidująca z jakością życia to taka relacja, w której występują znaczące różnice i nieporozumienia pomiędzy dwoma osobami, ale można je rozwiązać za pomocą ćwiczenia asertywnej komunikacji lub procedury rozwiązywania problemów. Np.: moja przyjaciółka nie lubi tej samej kuchni, co ja. Za każdym razem gdy się widujemy na mieście, dochodzi do kłótni, w rezultacie nasze spotkania kończą się w nieprzyjemnej atmosferze. Mój partner notorycznie zapomina wziąć ładowarki wychodząc z domu, nierzadko nie ma z nim kontaktu przez większość dnia, co wywołuje we mnie lęk i silne emocje. Moja siostra zapomina na bieżąco odpisywać na wiadomości. Mój partner lubi spędzać wolny czas aktywnie, ja lubię poleżeć w łóżku z dobrą książką i herbatą. Jeżeli Twoja relacja jest dla Ciebie ważna, NIE JEST DESTRUKCYJNA i istnieje nadzieja że może się poprawić, ćwicz swoje umiejętności interpersonalne i spróbuj się dogadać. Możesz skorzystać np. ze schematu DEARMAN, który bardzo polecamy! To naprawdę podstawa skutecznej komunikacji w duchu DBT! Instrukcję korzystania z DEARMANA znajdziesz tutaj: UWAGA. JEŚLI JESTEŚ OFIARĄ PRZEMOCY I DOBROSTAN TWÓJ LUB TWOICH BLISKICH JEST ZAGROŻONY, W PIERWSZEJ KOLEJNOŚCI ZADBAJ O SWOJE BEZPIECZEŃSTWO, ZGŁOŚ SIĘ DO ODPOWIEDNICH SŁUŻB I NIE ANALIZUJ PLUSÓW I MINUSÓW (KROK TRZECI). KROK TRZECI – PLUSY I MINUSY ROZSTANIA ORAZ PLUSY I MINUSY POZOSTANIA W ZWIĄZKU Rozpisz na kartce korzyści i negatywne konsekwencje rozstania oraz pozostania w relacji. To nie jest to samo! Czasami do podjęcia ostatecznej decyzji mogą nas zniechęcać wyobrażenia związane z samym procesem rozstania, pomimo że wyjście ze związku ma sporo korzyści. Przykładowo, argumenty mogą wyglądać w taki sposób: Plusy zakończenia relacji: możliwość zapisania się na kurs, o którym zawsze marzyłem, ale partnerka się nie zgadzała Minusy zakończenia relacji: będę musiał się wyprowadzić, będzie to męczące, będę musiał wziąć na to urlop w pracy Plusy pozostania w relacji: możliwość obejrzenia z kimś fajnego filmu po powrocie z pracy Minusy pozostania w relacji: brak możliwości swobodnego kontaktu z przyjaciółmi Zazwyczaj warto pracować nad relacją, której korzyści przewyższają korzyści zakończenia. KROK CZWARTY – jeśli Twoja relacja jest destrukcyjna lub próby rozwiązania istniejących problemów nie przynoszą skutku, przygotuj się na rozstanie Ten krok jest jednym z najważniejszych etapów wychodzenia ze związku. Brak przygotowania się na ewentualne problemy związane z procesem rozstania może powodować szybki powrót do relacji lub nieumiejętność poradzenia sobie z silnymi emocjami i trudnościami które towarzyszą tak bolesnej sytuacji. Ten krok nazywamy „radzeniem sobie zawczasu” i nie tylko pomaga nam w przygotowaniu skutecznego planu, ale też ZNACZĄCO ZMNIEJSZA NASZ LĘK PRZED ROZSTANIEM. Spisz wszystkie tragiczne i nieprzyjemne scenariusze które przychodzą Ci do głowy w związku z zakończeniem relacji. Może to być naprawdę wszystko. Nie oceniaj swoich myśli, pamiętaj że są to istotne dla Ciebie sprawy, które rzeczywiście powstrzymują Cię przed odejściem. Przykładowo: – zacznie o mnie opowiadać straszne rzeczy naszym znajomym – będzie mnie nachodzić w pracy – będzie mi bardzo ciężko i nie dam rady wstawać z łóżka – mój partner zrobi sobie jakąś krzywdę – będę mieć mniej pieniędzy i nie poradzę sobie finansowo – już nigdy nikt mnie nie zechce (takie przekonania warto omówić z terapeutą lub sprawdzić ich adekwatność z pomocą kogoś z bardziej obiektywnym spojrzeniem) – zabierze mi mojego psa – nie będę miała z kim chodzić do kina – moja rodzina zacznie oceniać ten wybór I TAK DALEJ. Nierzadko takich przewidywań jest tak wiele, że mogą zająć nawet całą kartkę. To zupełnie normalne. Ważne, abyś nie zatrzymywała/zatrzymywał się na tym etapie. Jeśli zrobisz taką listę, ale nie wymyślisz rozwiązań do tych punktów, TWÓJ LĘK ZWIĘKSZY SIĘ. Zadawaj sobie pytania: „Co mogę zrobić, jeśli tak się stanie?” „Jak sobie poradzę, jeśli taka sytuacja się wydarzy?” Przykładowe pomysły radzenia sobie zawczasu: Zacznie o mnie opowiadać straszne rzeczy naszym znajomym. Co mogę zrobić? Uprzedzę znajomych że zakończyłam relację i że obawiam się takich opowiadań ze strony partnera/przyjaciela. Będę dbać o moje relacje ze znajomymi tak, by mieć możliwość wyjaśniania ewentualnych mnie nachodzić w pracy. Co mogę zrobić? Wezwę policję. Poproszę portiera o niewpuszczanie takiej osoby na teren mojej pracy. Poproszę kogoś zaufanego, by wychodził ze mną po skończeniu mi bardzo ciężko i nie dam rady wstawać z łóżka. Co mogę zrobić? Zawczasu umówię się do psychoterapeuty. Umówię się do lekarza. Zaplanuję ważne dla siebie aktywności, które będą mnie zmuszać do wstania. I tak dalej. Jeżeli masz trudność z wymyśleniem rozwiązań, zrób to z pomocą innej osoby. Im więcej rozwiązań do pojedynczej „katastrofy”, tym łatwiej będzie Ci pokonać lęk i zyskać szerszą perspektywę. KROK PIĄTY – ZADECYDUJ JAK CHCESZ TO ZROBIĆ Osobiście czy telefonicznie? Pisemnie czy wprost? Jeśli się wahasz, w tym kroku również możesz skorzystać z listy plusów i minusów. Jakie będą plusy zerwania pisemnego? Jakie będą plusy zrobienia tego osobiście? A jakie minusy? Niezależnie od formy którą wybrałaś/wybrałeś, stwórz taką wiadomość odpowiednio wcześniej (nie twórz jej, gdy jesteś w silnych emocjach!), pokaż komuś to co napisałaś/eś lub przećwicz z kimś scenkę. To pomoże Ci nie tylko przygotować się na ten moment, ale też uzyskać informację od innych – jak to wygląda? Czy to jest ok? Jakie sprawiam wrażenie? SKUP SIĘ NA FAKTACH, NIE OCENIAJ, NIE WCHODŹ W PRZEPYCHANKĘ SŁOWNĄ! Jeśli zdecydowałaś/eś się na zakończenie relacji, pamiętaj że to jak to zrobisz, może mieć wpływ na Twoje późniejsze samopoczucie. Awantura, wzajemne obwinianie się, ocenianie, wymuszanie konkretnych reakcji może spowodować, że przeżycie rozstania będzie boleśniejsze lub dostarczy nam dodatkowych kłopotów. Niech przyświeca Ci myśl: „Czy za pół roku będę się dobrze czuć z tym zachowaniem? Czy za pół roku będę zadowolona/y z tego jak przebiegła ta rozmowa?” „Czy na pewno wyrażam to, o co mi tak naprawdę chodzi”? Opisz fakty i swoje emocje, wyjaśnij dlaczego podejmujesz taką decyzję. Pamiętaj, że dla osoby po drugiej stronie prawdopodobnie również będzie to trudne przeżycie. NIE MÓW: nienawidzę Cię, nigdy mnie nie kochałeś, mam dosyć, wynoś się z mojego życia POWIEDZ: prosiłam Cię o zmianę tych zachowań, niestety to się nie wydarzyło. To powoduje mój ból, jest mi z tym ciężko i czuję, że nie chcę tak dalej funkcjonować. Zależy mi na innym typie związku/przyjaźni, potrzebuję innej relacji. KROK SZÓSTY – JEŚLI NIE MOŻESZ ZAPOMNIEĆ O ZERWANYM ZWIĄZKU, ZASTOSUJ DZIAŁANIE PRZECIWNE DO MIŁOŚCI Cierpisz. Nie możesz sobie poradzić. Wciąż myślisz o byłej partnerce lub byłym przyjacielu. Zaczynasz mieć wątpliwości, masz poczucie że nie potrafisz się odkochać. Co zrobić w takiej sytuacji? Z pomocą przychodzą umiejętności DBT, a konkretnie regulacja emocji. W DBT „miłość” rozumiemy jako emocję którą możemy samodzielnie regulować. Możemy zarówno zwiększać jej nasilenie naszymi zachowaniem i wyborami, jak i ją zmniejszać. Pamiętaj więc, że gdy przechodzisz przez rozstanie, możesz sobie pomóc działając przeciwnie do tego, co podpowiada Ci uczucie. Taka metoda może Ci pomóc w przetrwaniu pierwszych tygodniu po rozstaniu, a czasami jest wręcz niezbędna! Poniższą metodę możesz zastosować zarówno w przypadku relacji romantycznej, jak i przyjaźni lub innej znajomości. Miłość podpowiada nam by być blisko, interesować się życiem drugiej osoby, pozostawać w kontakcie, nawiązywać kontakt fizyczny. To naturalne konsekwencje odczuwania miłości do drugiego człowieka. Jeżeli chcemy się odkochać lub łatwiej znieść rozstanie, nie możemy podążać za tym impulsami. Jeżeli będziesz stale czytać posty byłego na facebooku, oglądać jego zdjęcia, rozmawiać o nim ze znajomymi, uprawiać z nim seks lub wymieniać się wiadomościami, jest mało prawdopodobne, by udało Ci się zakończyć relację bez szwanku na swoich emocjach. Mało tego, postępując ten sposób, możesz ponownie wzbudzić w sobie poczucie miłości i tęsknoty do drugiej osoby, nawet jeśli byłaś/eś pewna/pewny zakończenia związku! – NIE KONTAKTUJ SIĘ, JEŚLI NIE JEST TO ABSOLUTNIE POTRZEBNE – NIE CZYTAJ JEGO/JEJ POSTÓW, NIE OGLĄDAJ ZDJĘĆ, NIE ŚLEDŹ JEGO/JEJ POCZYNAŃ – NIE PROŚ ZNAJOMYCH, BY RAPORTOWALI CI CO SIĘ U NICH DZIEJE – NIE ROZMAWIAJ O NIM/NIEJ, JEŚLI NIE MA TAKIEJ ABSOLUTNEJ POTRZEBY. JEŚLI POTRZEBUJESZ WSPARCIA INNYCH, ROZMAWIAJ O SWOICH EMOCJACH I POTRZEBACH, NIE O BYŁYM PARTNERZE – NIE PIELĘGNUJ W SOBIE UCZUCIA, NIE CHODŹ W WASZE ULUBIONE MIEJSCA, NIE WSPOMINAJ WSPANIAŁYCH MOMENTÓW, NIE CZYTAJ STARYCH WIADOMOŚCI Z POCZĄTKU ZWIĄZKU, ITD. – NIE NAWIĄZUJ BLISKOŚCI FIZYCZNEJ – NIE IDEALIZUJ – z jakiegoś powodu jednak zdecydowałaś/eś się na rozstanie! Zastosowanie tej metody nie oznacza że już nigdy nie możesz zrobić tych rzeczy lub już nigdy nie możesz być w kontakcie z tą osobą. Wiele rozstań kończy się przyjaźnią lub koleżeństwem – to jak najbardziej w porządku! Żeby jednak mogło do tego dojść gdy minie odpowiednio dużo czasu, warto przez pierwszy okres działać w ten sposób. I na koniec, jak zawsze, miej do siebie dużo współczucia podczas całego takiego procesu. Zakończenie znajomości rzadko jest wydarzeniem łatwym i prostym. Nie oceniaj swojego bólu. Martyna
"Kiedy w trzecim miesiącu poroniłam, wyrósł między nami jakiś mur, oddaliliśmy się od siebie, nie potrafiliśmy o tym rozmawiać. Po pół roku zdecydowaliśmy się na rozstanie. Kiedy teraz na to patrzę, a minęły dwa lata, widzę, że nie umieliśmy bronić naszej miłości" - wyznaje Asia. Oto trzy opowieści bez happy endu i trzy przyczyny partnerskich niepowodzeń. "Miałem dosyć życia w jej świecie. Zrobiłem coś, o co nigdy bym siebie nie podejrzewał. Zdradziłem ją z jej całkowitym przeciwieństwem. Żartowałem z tego potem" - przyznaje Jacek "Przyjęłam jego oświadczyny, jednak po jakimś czasie zaczęło się między nami psuć. Maciek stał się zaborczy, miał do mnie pretensje o wszystko, co robię bez niego" - wyznaje z kolei Gosia Czasem, gdy decydujemy się na ślub lub wspólne zamieszkanie, potem unosi nas fala, która może nas wynieść lub kompletnie pogrążyć. Jak tego uniknąć? Więcej artykułów znajdziesz na stronie głównej Kiedy się kochamy i chcemy być razem, wydaje się oczywiste, że przed nami jasna przyszłość. To innym przydarzają się zdrady i rozwody. Nam to z pewnością nie grozi. A jednak... Swobodne dryfowanie - Wydawało mi się, że kiedy się pobierzemy, będzie nam tylko łatwiej. Moi rodzice są trochę staroświeccy, więc mimo tego że byłam dorosła i już trzy lata spotykałam się z Marcinem, musiałam stawać na głowie, żeby wyjechać tylko z nim lub zostać gdzieś na noc. Marzyłam więc o tej chwili, kiedy nikt nie będzie mi niczego zabraniać. Ale po ślubie wiele się zmieniło. Nie tylko na lepsze. Wynajęliśmy mieszkanie, co obciążyło naszą kieszeń. Po pewnym czasie nasz towarzyski i atrakcyjny tryb życia zamienił się w "kapcie przed telewizorem". Marcin brał dodatkowe zlecenia w pracy, nie chciało mu się wychodzić, wkurzały go dodatkowe wydatki. - Gdy zaszłam w ciążę, nasze potrzeby stały się jeszcze większe. Kiedy w trzecim miesiącu poroniłam, wyrósł między nami jakiś mur, oddaliliśmy się od siebie, nie potrafiliśmy o tym rozmawiać. Po pół roku zdecydowaliśmy się na rozstanie. Kiedy teraz na to patrzę, a minęły dwa lata - widzę, że nie umieliśmy bronić naszej miłości. Dryfowaliśmy, ale nie wiedzieliśmy, dokąd zmierzamy. Jeśli będziemy się trzymać tej metafory i potraktujemy miłość jak okręt, co możemy zrobić, aby nie zderzył się z górą lodową, nie wpłynął na mieliznę? Powinniśmy mieć naszą własną mapę podróży. Asia przyznała, że zabrakło marzeń, konkretnych wyobrażeń, że nikt nie trzymał steru. I tak się często dzieje. Decydujemy się na ślub lub wspólne zamieszkanie, a potem unosi nas fala, która może nas wynieść lub pogrążyć. Ja: Czy wcześniej wyobrażałaś sobie, jak będzie wyglądało twoje życie z Marcinem? Ania: Te wyobrażenia się nie sprawdziły. Ja: A jak reagowałaś, widząc, że nie jest tak jak myślałaś? Ania: Nic nie robiłam, teraz z perspektywy wydaje mi się, że liczyłam na to, że się samo ułoży. Ja: Myślisz, że Marcin był zadowolony? Ania: Pewnie myślał tak jak ja. Ja: Czy coś byś zmieniła po tym doświadczeniu? Ania: Bardzo wiele. Ja: Co na przykład? Ania: Zadbałam bym o nasze potrzeby. O potrzeby Marcina. Wiem, że był zmęczony, ja chciałam częściej wychodzić. W sumie to były głupoty. Ja: Ktoś kiedyś powiedział, że ludzie nie potykają się o góry, ale o kretowiska… Ania: Tak, to pasuje do nas... Plan na życie O ile takie swobodne dryfowanie może zaprowadzić nas na mieliznę, o tyle posiadanie zbyt wielu konkretnych oczekiwań także nie sprzyja harmonii w związku. - Anka zawsze była energiczna - opowiada Jacek. - Podobało mi się to, bo nie lubię kobiet bluszczy, które czekają na to, że facet wszystko zaplanuje, zorganizuje i załatwi. Ale kiedy zamieszkaliśmy razem, jej plan na życie zaczął mnie przerażać. Najgorzej w weekendy. Anka dbała o to, abyśmy nie marnowali czasu. Kiedy miałem ochotę się polenić - słyszałem, że to bezproduktywne, że jak mamy wreszcie wolne, to trzeba coś zrobić. Jednak choć lubię rower, wycieczki itp. po jakimś czasie nie czułem już przyjemności. Kiedy oponowałem, Anka mówiła: "Patrz na naszych znajomych. Siedzą w fotelach i gnuśnieją, my przynajmniej robimy coś pożytecznego". Tak było też w innych sprawach. - Wakacje, zakupy, nasze znajomości, kariera, wszystko musiało pasować do planu Anki - opowiada dalej Jacek. - Choć robiła to pewnie w dobrej wierze, ja miałem dosyć życia w jej świecie. Pewnego razu zrobiłem coś, o co nigdy bym siebie nie podejrzewał. Zdradziłem ją z jej całkowitym przeciwieństwem. Żartowałem z tego potem, że poszedłem do łóżka z kobietą, która nie miała planów na wieczór. Mój związek z Anką się rozpadł. Życie we dwoje to wspólny scenariusz. Inaczej jeden z partnerów ma wrażenie, że gra w cudzym filmie. Prędzej czy później wywołuje to w nim poczucie bycia pod presją. Jacek przyznał, że coraz częściej traktował nawet przyjemności i rozrywki jako przymus, bo Anka robiła założenia i nie była skłonna do ustępstw. Ja: Czy próbowałeś rozmawiać i zmienić zasady? Jacek (śmiech): Tak, ale Anka nie negocjowała z terrorystami. Ja: Nie było szansy? Jacek: Miała zawsze druzgocąca odpowiedź. Kiedy chciałem posiedzieć w kawiarni z ogródkiem i pogapić się na ludzi, zamiast pedałować lub wspinać się po ściance, pokazywała mi jegomościa z nadwagą i pytała, czy tak chcę wyglądać. Ja: Czego nauczyłeś się w tym związku? Jacek: Że - aby żyć we dwoje - trzeba wyjść z własnej głowy. Szkoda mi Anki. Mogło być fajnie, ale ona nie chciała odpuścić. Ani trochę. Miłość czy strach? Czasem piszemy scenariusz swojego związku, kierowani pragnieniami i wyobrażeniami, a czasem jest on rezultatem doświadczeń, które przypadły nam w udziale. - Maciek jest dobrym człowiekiem, ale na nasz związek rzucała cień jego przeszłość - opowiada Małgosia. - Kiedy miał sześć lat, jego matka zaczęła spotykać się ze swoją dawną wielką miłością i po kilku miesiącach odeszła. Ojciec wystąpił o opiekę i po wielu bojach Maciek zamieszkał z nim. To chyba nie było najlepsze rozwiązanie, bo ojciec miał wielki żal do matki i Maciek dorastał w poczuciu krzywdy. Kiedy się poznaliśmy, podobała mi się jego wrażliwość i pragnienie stworzenia prawdziwego domu. Takiego, w którym będzie dużo miłości. Przyjęłam jego oświadczyny, jednak po jakimś czasie zaczęło się między nami psuć. Maciek stał się zaborczy, miał do mnie pretensje o wszystko, co robię bez niego. O wieczór z koleżankami, o jogę lub flamenco. Nawet kiedy długo rozmawiałam z przyjaciółką przez telefon, robił miny, a potem się do mnie nie odzywał. Sprawił, że w końcu odeszłam. Zniszczył nasz związek. Kiedy u podstawy naszych wyobrażeń o związku, zamiast miłości, znajduje się lęk - nie potrafimy reagować otwarcie. Nasze reakcje uwarunkowane są obawą, by nie powtórzył się znany nam już scenariusz. Paradoksalnie sami go piszemy od nowa. Ja: Jak się czułaś w tym związku, Aniu? Ania: Byłam kontrolowana, tak, jakbym robiła coś złego. Ja: Robiłaś? Ania: Nie, ale wszystko, w co nie był włączony Maciek, on uważał niemal za zdradę. Ja: Czy nauczyłaś się czegoś w tej relacji? Ania: Że ważne są nie tylko chęci. Jak mamy jakieś nierozwiązane problemy, to widzimy świat w krzywym zwierciadle. Trzy opowieści bez happy endu, trzy przyczyny partnerskich niepowodzeń. Bywają także i inne. Może macie ochotę podzielić się swoimi doświadczeniami? Napiszcie: redakcja@ *** Joanna Godecka - psychoterapeutka, coach, trenerka. Prowadzi Gabinet Psychoterapii INSIDE YOU. Ekspert i doradca w sprawach relacji. Autorka książek, "Miłość na celowniku", "Nie odkładaj życia na później" czy "Przestań się zamartwiać". Członek Polskiego Stowarzyszenia Terapeutów TSR. Źródło:
Pierwsze miesiące po rozstaniu chodziłam jak zamrożona. Nie czułam smutku, żalu, bólu, byłam w trybie przetrwania i tylko na to było mnie stać. Zostałam w sumie z dnia na dzień pozbawiona oparcia, miłości, opieki, pomocy i nie w głowie mi było rozpamiętywanie i przepłakiwanie dni. To okazało się moim największym problemem. W trybie przetrwania nie ma czasu na płacz, na skupianie się na emocjach, na przepracowanie tego, co się stało. Po prostu trwasz, bo musisz nakarmić dzieci, ubrać je, wychować, zawieźć na terapię i to, co zwykle robiłaś we dwójkę, nagle musisz robić sama, a nie masz pojęcia, jak ta druga osoba sobie z tym radziła, jak załatwiała, żebyś ty miała spokojną głowę. Takie zamrożenie trwało ponad pół roku. Trwałam. I nie analizowałam, nie przetwarzałam, uczyłam się, jak stawać na nogi samodzielnie. Czułam za to często złość, wściekłość, niesamowite wkurwienie, że to i tamto i owamto znowu muszę sama, znowu nikt nie pomoże, znowu muszę zebrać siły, zorganizować chłopców albo opiekę nad chłopcami, albo zapłacić komuś, z czego do chuja, żeby zrobił to za mnie. Czułam złość na te wszystkie "dobre" koleżanki, które obiecywały tłumnie mnie wspierać, a z których tylko jedna raz przyjechała posiedzieć godzinę. Zbierałam siły, żeby trwać, a potem odsypiałam to w liczbie nienormalnej, po 12-14-15 godzin. A w przerwach rysował się schemat książeczki dla dzieci, o tym, gdy mama śpi. Bo liczba godzin, w czasie których rozmawiałam z synami o sytuacji przekroczyła trzykrotnie liczbę godzin mojej osobistej terapii. Nie płakałam. Nie mogłam płakać. Zamiast płakać, spałam. I dopiero na terapii właśnie zrozumiałam, gdzie popełniłam błąd. Że oprócz spania powinnam robić coś jeszcze. Bo ten dłuższy wstęp nie jest po to, żeby się nade mną użalać, tylko po to, żeby uwypuklić, jak przespałam ten najważniejszy po rozstaniu/stracie moment. I jak bardzo ten moment jest ważny. I jak trudno jest go czasem zorganizować, a jednocześnie, jak bardzo jest to potrzebne. I przespałam go ja. Autorka wpisu sprzed lat "Twoje dziecko może płakać". Moment płaczu, żalu, bólu i z Bridget JonesGotye Somebody that I used to knowMiley Cyrus Slide awayABBA The winners takes it allYeah Yeah Yeahs RunawayHey ListSinéad O'Connor Nothing Compares 2UMikromusic Takiego ChłopakaThe Dumplings Ach nie mnie jednejAurora TeardropSylwia Grzeszczak Tamta dziewczyna Moment płaczu, żalu, bólu i tęsknoty. Kiedy w końcu na terapii poleciały mi pierwsze łzy, nie przestawałam cieknąć przez tygodnie. Płakałam podczas smarowania chleba masłem, prania brudnych gaci, sprzątania mieszkania, płakałam non stop. A kiedy zaczęło mi to przeszkadzać, ustaliłam sobie godzinę płaczu. Wieczorem, gdy dzieci śpią. Siadałam w łazience, włączałam smutne piosenki i szlochałam na podłodze między brudnym praniem a czystym tak, że jednocześnie mogłam myć łzami podłogę. I ja wiem, jak to brzmi - płakałaś, robiąc dzieciom kanapki? - niemniej płakałam. I pamiętam słowa mojej terapeutki: jak ci się zbierze, to ile będziesz płakać? Godzinę? Dwie? Pół? Człowiek nie może szlochać przez cały dzień, nikt nie ma na to siły. Na początku, faktycznie, liczba przepłakanych chwil liczona była w godzinach. Potem powoli łzy zaczęły usychać. Weszła godzina płaczu dziennie w łazience na odreagowanie. Potem godzina płaczu co kilka dni, raz w tygodniu, raz na 10 dni... I w końcu się wypłakałam. Aktualnie wciąż płaczę. Raz na jakiś czas zamykam się w łazience i wypłakuję to, co mnie boli, słuchając piosenek, które kiedyś mnie otworzyły. Soundtrack z Bridget Jones Żeby nie było tak smutno na samym początku - soundtrack z Bridget Jones, konkretnie z pierwszej części towarzyszy mi od kilkunastu lat. Uwielbiam nie tyle piosenki, co przypomnienie sobie mnie z czasów, gdy pierwszy raz poszłam na Bridget Jones do kina i potem dbałam o pirackie DVD z filmem, który oglądałam na zmianę z Władcą Pierścieni. Wrzucam tę propozycję na początku, ale tak naprawdę zazwyczaj słucham jej na końcu. I często przy nim zasypiam. Gotye Somebody that I used to know Tę piosenkę też bardzo lubię, głównie z powodu skojarzenia jej z byciem nastolatką [ej, wtedy te zerwania były tak bolesne, a takie głupie]. Miley Cyrus Slide away Nie byłam nigdy fanką Miley, wręcz bywało, że uśmiechałam się pod wąsem, gdy ktoś jawnie mówił, że jej słucha/słuchał. Nie wiem, czemu kojarzyła mi się z jakimiś słodko pierdzącymi piosenkami dla smarkul - całe szaleństwo z jej serialem wybuchło, kiedy ja już byłam na innym, bardziej mroczniejszym etapie muzycznym. Ale kiedy usłyszałam Midnight Sky normalnie oszalałam. Na punkcie jej głosu, jej fryzury [chcę taką] i jej piosenek. ABBA The winners takes it all ABBĘ lubi mój tata. Ja nigdy nie byłam fanką, ale większość piosenek znałam plus minus. Nigdy nie analizowałam tekstów, ot tak se nuciłam. Aż mi wpadła mi po rozstaniu w uszy "The winners..." i słuchałam nie tylko ze zrozumieniem tekstu, ale ze zrozumieniem sytuacji mniej więcej. Już potrafię zaśpiewać tę piosenkę bez łez, ale ten pierwszy raz, gdy słuchałam, był kosmiczny dla moich nerwów. Yeah Yeah Yeahs Runaway Całej płyty Yeah Yeah Yeahs słuchałam na drugich studiach, gdy wracałam z nocnej pracy [heh, byłam barmanką i kelnerką jakby co]. Ze wszystkich lat, które spędziłam w Warszawie, te poranki, gdy wracałam z buta [bo nie lubiłam autobusów i chodziłam po kilkanaście kilometrów dziennie nawet po całej nocy biegania po klubie] i słuchałam muzyki, były dla mnie najmilsze i jeśli kiedyś zamieszkam na dłużej w tym mieście, to tylko po to, żeby chodzić po nim nad ranem. Hey List Chyba wiadomo. Sinéad O'Connor Nothing Compares 2U Pamiętam tę piosenkę jeszcze z czasów podstawówki, gdy nie znałam angielskiego, co nie przeszkadzało mi jej śpiewać po swojemu. Wierzyłam wówczas, że tekst jest tak smutny, że na pewno opowiada o matce, która straciła dziecko. Tak bardzo mnie poruszał. Po rozstaniu też zalewałam się przy nim łzami. Mikromusic Takiego Chłopaka Absolutnie nie wiem, o co chodzi, że śpiewałam tę piosenkę kilkadziesiąt razy w łazience i nigdy nie mogłam jej skończyć, bo w tym, dramacie tego, że miałam chłopaka i nie mam, ostatnie wersy śpiewałam, połykając łzy. Rozstania bywają do bani i nie wiadomo, co cię rozłoży 🙂 The Dumplings Ach nie mnie jednej Tak pięknie Osieckiej nie umiem zaśpiewać. Aurora Teardrop Aurorę uwielbiam właśnie od wysłuchania tego wykonania. Nie zliczę, ile godzin przełaziłam po lesie, słuchając Runaway czy skacząc przy Conqueror. Ale to pierwsze moje z nią zetknięcie zapamiętałam najbardziej. Jest taką artystką, że przy jednej jej piosence w zależności od mojej potrzeby mogę być bardziej smutna lub bardziej radosna. Jak to się dzieje, nie wiem. Sylwia Grzeszczak Tamta dziewczyna A jeśli już mówiłam o radości, dość długo słuchałam też Tamtej dziewczyny. I sama się zdziwiłam, że słuchałam, bo Sylwię kojarzyłam z takim polskim popem, za którym nie przepadam totalnie [czemu nie ma już dobrych tekściarzy, do jasnej]. Niemniej ta piosenka leciała zazwyczaj na końcu. Podnosiłam przy niej koronę, ocierałam łzy i wracałam do życia. O dziwo, nie rozpłakiwała mnie ani Adele, ani Lana del Rey, ani żadne tam orły cienie czy Edyty Bartosiewicz [Edyty to ja się za bardzo nasłuchałam i naśpiewałam dawniej]. Zrobiłam sobie taką playlistę i systematycznie się otwierałam na smutek, który trzeba było przepracować, a który wypierałam, bo bałam się, że jak zacznę płakać nad tym, jak mi źle, to nie przestanę nigdy. I się wypłakałam. Powoli, po kolei. Najpierw porządnie, potem czasami, teraz wyłącznie wówczas, gdy naprawdę czuję się źle. Co mówiłam dzieciom, gdy był najgorszy okres żalu? Prawdę. Że jest mi smutno. Że mi źle. Że mi ciężko. Że to nie przez nich, że po prostu potrzebuję wyrzucić z siebie smutek. Tak samo jak oni, kiedy im smutno. Przecież zawsze pozwalałam im płakać. I ja też czasami muszę. Bo to potrzebne, żeby żyć. Żyć dalej. Napiszesz mi, jakie piosenki sprawiają, że chce ci się płakać? Może dołożę je do mojej listy 🙂 A potem kup mój e-book [cena trochę spadła] Udostępnij wpis➡A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ➡Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku Jestem o tym, jak uciec z miasta i wychowywać dzieci na wsi, z dala od sklepów, ale bliżej historię znajdziesz TutajAle ona wciąż się pisze, więc zostań ze mną w kontakcie:
W życiu często bywa tak, że nawet najbardziej udane związki dobiegają kiedyś końca. Ba, nierzadko dzieje się tak, że ze sporym wyprzedzeniem można przewidzieć, że dojdzie do rozstania, ale mimo to wszystkie strony starają się jak najbardziej się da przedłużyć wspólną egzystencję, licząc, że jednak będzie inaczej. Podobnie było w przypadku romansu z polską […] W życiu często bywa tak, że nawet najbardziej udane związki dobiegają kiedyś końca. Ba, nierzadko dzieje się tak, że ze sporym wyprzedzeniem można przewidzieć, że dojdzie do rozstania, ale mimo to wszystkie strony starają się jak najbardziej się da przedłużyć wspólną egzystencję, licząc, że jednak będzie inaczej. Podobnie było w przypadku romansu z polską sceną CS:GO, który zaczął się z wysokiego C, ale w swoim końcowym okresie raczej rozczarowywał gapiów, a nie ich zachwycał. Aż w końcu dobiegł końca 16 grudnia 2019 roku, gdy pięciu członków składu wylądowało na ławce rezerwowych, a ich miejsca zajęli zawodnicy związani dotychczas z AVANGAR. Od tego czasu minęło pół roku, jak więc potoczyły się losy byłych partnerów i kto na rozstaniu skorzystał, a kto stracił? MICHU fot. DreamHack/Alex Maxwell Michał „MICHU” Müller to bez wątpienia największy wygrany końca współpracy z ale czy kogoś to dziwi? 23-latek u schyłku ery polskiego VP był zdecydowanie najjaśniejszą postacią zespołu i często można się było spotkać z komentarzami nawołującymi wręcz do uwolnienia go od niekoniecznie wspomagających go kolegów. Nic więc dziwnego, że jako jedyny wyłamał się i nie przedłużył umowy z organizacją, zyskując w ten sposób wolną rękę jeśli chodzi o poszukiwania nowego pracodawcy. Ostatecznie znalazł go w miejscu dość niespodziewanym, bo za oceanem, dołączając do Teamu Envy. Dla wielu transfer ten był niezrozumiały – poziom w Ameryce Północnej jest przecież wyraźnie niższy niż w Europie. Chodziło jednak o stopniowy rozwój, co w rozmowie z naszym serwisem wyjaśnił menadżer zawodnika, Krzysztof Kubicki: – Naszym celem jest, by długofalowo Michał stał się w powszechnej opinii zawodnikiem wymiaru międzynarodowego. Ważne jest dla nas również to, jak postrzegany jest MICHU przez nową organizację. Michał nie idzie do Envy jako stand-in, nie dostał krótkoterminowej umowy. On ma tam być kluczowym elementem tej układanki. Organizacja zapewni mu odpowiednie warunki, by się rozwinął, dopasował i nabrał odpowiedniego doświadczenia. Pół roku później trudno cokolwiek MICHOWI zarzucić, bo to właśnie on i Buğra „Calyx” Arkin są głównymi motorami napędowymi Envy. Jeśli zaś chodzi o sukcesy drużynowe… Cóż, tutaj jest przeciętnie. Cieniem na postawę międzynarodowego składu szczególnie kładzie się słaby występ podczas Flashpointa, w którego trakcie ekipa wygrała zaledwie jedno spotkanie na pięć możliwych. W zaskakujący sposób straciła ona również szansę na awans na DreamHack Masters Spring 2020, przegrywając z Bad News Bears, które kilka tyvodni później już nie istniało. Światełko w tunelu stanowi jednak ESL One Road to Rio. Podczas online’owych zmagań Polak i jego koledzy pokonali o wiele wyżej notowane Team Liquid i 100 Thieves, dzięki czemu finalnie zajęli 5. miejsce. Dzięki temu pozostają oni w grze o bilet na ESL One Rio 2020 Major Championship. Już niedługo po ponad miesięcznej przerwie ponownie pojawią się oni na serwerze, by spróbować powtórzyć ten wynik podczas cs_summit 6. Wtedy też wszystkie oczy zwrócone będą ponownie na MICHA. snatchie fot. DreamHack/Alex Maxwell Gdy przychodził do traktowany był jak mesjasz. Nominalny snajper, którego w zespole brakowało od dawna. W dawnych czasach ciągła rotacja karabinem AWP zdawała egzamin, ale w końcu potrzebny stał się ktoś, kto będzie na stałe dzierżyć tę broń – i miał to być Michał „snatchie” Rudzki. Młody zawodnik wcześniej wyrobił sobie renomę w AGO Esports, ale jednocześnie stanął przed bardzo trudnym zadaniem, bo ówczesny skład VP powoli, acz sukcesywnie się rozpadał. – Gdy dołączałem do drużyny, to wewnątrz było sporo konfliktów między graczami. A może nie tyle konfliktów, ile po prostu niewyjaśnionych spraw jeszcze z przeszłości, które nadal nie zostały rozwiązane nawet w momencie, gdy już mnie ściągnięto. Tak naprawdę zostałem wprowadzony do takiego lekkiego bałaganu i to wszystko trwało aż do grudnia, gdy drużyna została przebudowana i zostaliśmy tylko ja i MICHU – wyjaśnił na początku tego roku w rozmowie z naszym serwisem. A przecież w perspektywie był występ na Majorze. Na Majorze, na którym Polacy wypadli bardzo słabo, przeciętnie wypadł też snatchie. Rudzki nigdy zresztą nie ustabilizował swojej formy i bardzo dobre mecze przeplatał przeciętnymi lub nawet bardzo słabymi. Gdy VP podziękowało, snatchie wylądował na ławce rezerwowych. Potem na chwilę zawitał do Illuminar Gaming, gdzie wraz z Karolem „rallenem” Rodowiczem pełnił rolę zmiennika, ale finalnie nie został w organizacji na stałe. Wydawało się więc, że w najbliższym czasie Polak nie znajdzie zatrudnienia, wobec czego miał on przystąpić do nowego sezonu ESEA Mountain Dew League wraz z miksem o nazwie Demolition Crew, w którym znaleźli się też związany do niedawna z Wisłą All in! Games Kraków Piotr „morelz” Taterka, a także Michał „crank” Krystyniak. Niemniej na kilka dni przed startem rozgrywek Rudzki zniknął ze składu na stronie ESEA, a wszystko dlatego, że w ostatniej chwili pomocną dłoń wyciągnęło do niego Sprout. Niemiecka formacja potrzebowała wówczas snajpera, który zastąpiłby Tomáša „oskara” Šťastnego. I chociaż ostatecznie polski AWP-er nadal nie odzyskał formy z czasów AGO, to pomógł swojemu nowemu pracodawcy sięgnąć po mistrzostwo Niemiec, co teoretycznie stanowi niezłą podstawę na przyszłość. W praktyce jednak na dwoje babka wróżyła. Snax fot. DreamHack/Alex Maxwell Powrót Janusza „Snaxa” Pogorzelskiego do był ogromnym wydarzeniem. Polski Dzik miał co prawda za sobą kompletnie nieudany epizod w mousesports, ale wielu liczyło, że w nowym VP, mając dookoła siebie młodszych kolegów, nawiąże do czasów największej świetności. Tak się jednak nie stało, chociaż nie było też tak źle, jak w mouz. Można było powiedzieć, że było średnio. Tak samo, jak średnio było pod względem osiąganych pod dowództwem 26-latka wyników. Było kilka wzlotów, było sporo przeciętnych występów, ale w ogólnym rozrachunku na pewno nie było skoku jakościowego, na który liczyli kibice. W dość spektakularny sposób Pogorzelski przyczynił się też do ostatecznego rozpadu ekipy, która już wtedy była pozbawiona wsparcia organizacji. Stało się to, gdy… zaspał na mecz. Później tłumaczył się, że ma problemy ze snem i bierze leki. Nie zmieniło to jednak faktu, że jego pożegnanie z drużyną wypadło dość spektakularnie. Po kilku tygodniach czwarty gracz świata z 2014 i 2015 roku znalazł nową bezpieczną przystań w postaci Illuminar Gaming. Tam ponownie objął funkcję prowadzącego, będąc jedną z twarzy zupełnie nowego iHG. Nowego iHG, które nie zdołało powtórzyć sukcesu swoich poprzedników i nie obroniło tytułu mistrza Polski. Mimo to wydaje się, że atmosfera w nowym zespole Snaxa na ten moment jest więcej niż dobra. – Moja przerwa w grze spowodowana była problemami zdrowotnymi. Na szczęście wszystko wróciło już do normy, a chwilowa pauza zresetowała mnie mentalnie. Od 1 kwietnia dzialamy pod bandera IHG. Z chłopakami świetnie się dogadujemy, szczególnie dzięki temu, że większość naszego czasu poświęcamy grze. W efekcie czuję progres nie tylko drużynowy, ale również indywidualny. Mamy wspólny cel i zmierzamy razem w tym samym kierunku – pisał kilka dni temu. Co jednak znaczące, 26-latek faktycznie odżył, co widać po jego indywidualnych statystykach. Vegi fot. DreamHack/Alex Maxwell Dla Arka „Vegiego” Nawojskiego transfer do był na pewno spełnieniem jednego z marzeń. Zaledwie 18-letni wówczas zawodnik jeszcze kilkanaście miesięcy wcześniej szukał dla siebie organizacji po rozpadzie Paragraph Crew Blend, a tu nagle zgłosiło się po niego potężne VP. Co ciekawe, nastolatek angaż otrzymał kosztem swojego klubowego kolegi z Actiny PACT, Kamila „Sobola” Sobolewskiego, który nie sprawdził się podczas testów. Pierwsze wrażenie po przyjściu Nawojskiego, który zastąpił Pawła „byaliego” Bielińskiego, było jak najbardziej pozytyne, bo młody gracz często pomagał w odciążaniu MICHA, nierzadko notując porównywalne do niego statystyki. Jak to jednak bywa z tak niedoświadczonymi strzelcami, często przytrafiały mu się też wahania formy, które odciskały swoje piętno na sukcesach, a raczej na ich braku. Niemniej mimo to wydawało się, że Vegi po odejściu z VP nie powinien mieć większych problemów z bezrobociem, bo nadal był młodym, perspektywicznym talentem. Finalnie jednak Nawojski, podobnie jak wspomniany wcześniej Snax, związał się z Illuminar Gaming. Tam, podobnie jak wcześniej w szeregach Virtusów, dobre mecze przeplata słabymi. Można więc powiedzieć o jako takiej niestabilnej stabilizacji. phr fot. DreamHack/Alex Maxwell Tomasz „phr” Wójcik, to gracz, który angażem w VP nacieszył się najkrócej. 23-latek przychodził do drużyny w lipcu 2019 roku, pełniąc początkowo tylko rolę stand-ina, który zajmował miejsce zwolnione przez Michała „OKOLICIOUZA” Głowatego. Spisywał się jednak na tyle dobrze, że po dwóch miesiącach stał się pełnoprawnym członkiem składu. – Wydaje mi się, że w końcu znaleźliśmy odpowiednią piątkę. Gracze, których mamy teraz, są naprawdę dobrzy. Świetnie się nawzajem rozumiemy, pasujemy do siebie pod względem ról i każdy z nas dodaje coś od siebie do tego zespołu, do jego stylu. Mamy obecnie naprawdę dobry skład, przed którym naprawdę dobra przyszłość – zapewniał wówczas Snax. I chociaż faktycznie można było dostrzec pewną poprawę jeśli chodzi o osiągane rezultaty, to finalnie nie pomogła ona drużynie w zachowaniu posad. Na swoje nieszczęście, Wójcik znalazł się wśród osób, które wcześniej podpisały nowy kontrakt i aż do kwietnia pozostał nim związany, co z pewnym stopniu mogło utrudnić mu poszukiwania dla siebie nowej ekipy. W efekcie w momencie rozwiązania były zawodnik AGO całkowicie zniknął z radarów społeczności CS:GO. Nie oznacza to jednak, że wycofał się z esportu całkowicie – co to, to nie. Przez pewien czas phr próbował bowiem swoich sił w VALORANCIE, nowym FPS-ie od studia Riot Games. Pojawiły się nawet podejrzenia, że Polak może dołączyć do długiej listy graczy, którzy porzucili Counter-Strike’a na rzecz nowej produckji. Podejrzenia, którym sam zainteresowany nie zaprzeczał. – Miałem taką myśl. […] Teraz jednak staram się w miarę możliwości łączyć obie te gry, ale zdecydowaną większość czasu poświęcam właśnie VALORANTOWI. CS-a głównie oglądam, żeby być na czasie, jeśli chodzi o obecną metę, taktyki itd. Szczerze mówiąc już od dawna grając w CS-a nie odczuwałem żadnej przyjemności. Być może teraz doświadczam po prostu świeżości, bo mniej więcej przez ostatnie dwa lata nie grałem w żadną inną strzelankę. Tymczasem w VALORANCIE znowu cieszę się graniem – mówił w rozmowie z naszym serwisem. Niedawno jednak Wójcik jednoznacznie zadeklarował, że w CS-ie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i na razie pozostaje przy tym tytule. kuben fot. ESL/Adam Łakomy Wieloletni trener Virtusów, podobnie jak wspomniany wcześniej phr, nie znalazł dla siebie jeszcze nowego miejsca. Jakub „kuben” Gurczyński przez niemal cały okres swojej pracy w VP musiał zmagać się z zarzutami dotyczącymi jego pracy szkoleniowej, chociaż większość graczy, także tych byłych, wypowiadała się o nim w dobrym tonie. Tak czy inaczej, pół roku po rozstaniu z organizacją nie znalazł się jeszcze chętny, który chciałby skorzystać z usług 31-latka, chociaż ten już jakiś czas temu zapewnił w rozmowie z HLTV, że jest gotowy podjąć nowe wyzwanie. – Chciałbym poświęcić się mojej nowej pracy w 100%. Wspiera mnie w tym również moja rodzina. Nie jest dla mnie ważne, w jakim regionie świata miałbym pracować, jestem gotowy na każde wyzwanie. Czuję głód i chcę wrócić do tego, co kocham robić. Dzielić się doświadczeniem i wiedzą z młodszym pokoleniem. Być dla młodszych przykładem i łączyć ich, pomóc w pełni wykorzystać ich potencjał – mówił. W tym roku jednak, zamiast na stanowisku trenerskim, mieliśmy okazję oglądać go jako eksperta podczas polskiej transmisji z Intel Extreme Masters Katowice 2020. Gurczyński zebrał zresztą po swoim występie sporo pochwał. fot. W dniu, w którym pożegnało Polaków, zaprezentowało jednocześnie swój nowy skład. W tym znaleźli się byli reprezentanci AVANGAR, którzy nadal płynęli na fali zdobytego kilka miesięcy wcześniej wicemistrzostwa Majora. Mimo to już wtedy wielu ekspertów pukało się w czoło, podważając sens wydawania sporej (według plotek) sumy na tak niepewną mimo wszystko formację. I na ten moment wydaje się, że to oni mieli rację, bo bilans nowych Virtusów prezentuje się nadwyraz marnie – 100 rozegranych map i zaledwie 49 zwycięstw. Zresztą, aby zacząć poważnie zastanawiać się nad tym, czy organizacja faktycznie podjęła dobrą decyzję, wystarczy spojrzeć na ranking HLTV. Gdy 16 grudnia 2019 roku polska piątka opuszczała VP, zajmowała w prestiżowym zestawieniu 25. miejsce. Dziś natomiast obecni reprezentanci rosyjskiej formacji okupują miejsce… 27. Trudno tutaj więc mówić o znaczącym progresie. Ba, nawet sam styl prezentowany przez ex-AVANGAR nie zachwyca, czego efektem była dokonana niedawno pierwsza, aczkolwiek niewykluczone, że nie ostatnia zmiana kadrowa.
pół roku po rozstaniu